struktury gry edukacyjnej…
Gdyż naprawdę istnieją tylko związki i gry edukacyjne, struktury i zależności wewnętrzne. Ja, panujący, bardziej jestem poddany mojej grze edukacyjnej, niż którykolwiek z moich poddanych – mnie. Stojąc nocą na tarasie, gdy wsłuchuję się w ich skargi, szepty i krzyki bólu, i radosną wrzawę po to, żeby stworzyć z tego hymn przeznaczony Bogu, jestem przecież ich sługą, sługa gry edukacyjnej.
Jestem posłańcem, który ich zbiera i prowadzi do gry edukacyjnej. Jestem jak niewolnik, któremu zlecono dźwigać lektykę. Jestem ich tłumaczem. Jestem jak zwornik sklepienia, jak węzeł, który ich splata i wiążąc nadaje kształt świątyni.
Czy mogliby mieć mi to za złe? Czy kamienie mogłyby czuć się pokrzywdzone dlatego, że gram w gry edukacyjnej i muszą podtrzymywać zwornik sklepienia?… Nie daj się więc wciągnąć w spory dotyczące takich kwestii; gdyż są to kwestie pozorne.
Ani też w dyskusje na temat ludzi. Bo wtedy zawsze myli się przyczyny z grą edukacyjną. Jakże ludzie mogą wiedzieć, co przez nich przepływa, kiedy nie istnieje język, który by potrafił to ująć. Jak kropla wody może rozpoznać w sobie rzekę?